Wiecie, nie jestem fanem moheru, ale jak zobaczyłem to, co ufarbowała moja wspaniała koleżanka Natasza, to mi zapikało. Zresztą co się będę produkować, sami zobaczcie:
Kupiłem wszystkie 3, ale ten pomarańczowy mnie zachwycił tak, że potem dokupiłem rudego merynosa. Efekt jest taki:
Starczyło na czapę i mitsy, ale ponieważ zimno to mi głównie w palce, więc dokupiłem alpaki dropsowej i zakombinowałem takie łapki. Moher od Nataszy cieplejszy od alpaki! Alpakę musiałem dokupić w kolorze dostępnym, bo miałem dosłownie kilka godzin na skończenie, potem trzeba było się pakować i rano wsiadać w pociąg, żeby dojechać na targi.
A ponieważ dziś poniedziałek, to i piosenka będzie. 30 listopada zmarła Christine McVie, która napisała tekst do tej cudownej piosenki o miłości.
Istnieje nadzieja (niewielka, ale zawsze), że za tydzień wrzucę chustę, obie są w stanie "jeszcze tylko 30 rzędów", ale ponieważ długi covid wyłączył mi elektrykę w mózgu, a jak już wróciła, to złe mnie podkusiło, żeby wziąć 4 dawkę, więc wyłączyło mi ponownie i mój poziom skupienia jest zerowy. Mogę robić łapki, czapki, ale ażur mnie przerasta jeszcze :-/ Zero skupienia.
Przyszła zima, jest miło. Niech nam wszystkim będzie lepiej :-)
Są włóczki w motkach nieszczególnie atrakcyjne. I tak też było w tym wypadku. Czekałem z przerobieniem prawie rok, bo żeby wydobyć atrakcyjność, trzeba faktury. A weź znajdź fakturę, która nie zabije projektu nadmiarem?
Ale się udało! Powstał komin w szachownicę 4/4 i już go nie ma, bo komuś się tak spodobał, że od razu zapragnął mieć i kupił za pieniądze ;-)
Światło było marne, niestety, ale coś widać.
Robiony na wykałaczkach, czyli drutach 2,75. Przy takich cieniznach bardzo bolą mnie dłonie, więc konieczne były przerwy techniczne.
No przyznam się, już dawno nie było kombinacji, bo albo same uszatki, albo pasiaki, nic szczególnie interesującego. Ale się wyprodukowało i jest. Rozmiar mini, na małą dorosłą głowę albo na dziecięcą.