Miał człowiek nie kupować, ale Ela na Szarotkach (przed plagą) przyniosła takie motki bawełniane, że się człowiek złamał.
Plan był jasny od początku - 2 motki, po jednym na skarpetkę. I tak też się stało ;-)
Skończyłem i od razu się przydały, bo noce były chłodne.
Dobrego tygodnia Kochani!
♥
L.