Pamiętam, jak zapowiedzieli Diunę na październik i zastanawialiśmy się, czy nam się uda. Udało! Wysiedziałem z wypadniętym dyskiem i byłem szczęśliwy, że mogliśmy spędzić trochę czasu razem.
Kalina była, jest i będzie kimś absolutnie wyjątkowym w moim życiu. Poznaliśmy się jakieś 13 lat temu, na Szarotkach. Potem Kalina powiedziała, że ma bloga, na bloxie jeszcze wtedy. Nasze interakcje na żywo były sporadyczne, ale bloga śledziłem zawsze - wiadomo, kocham blogi.
Kalina i jej robótki, jej pomysły i waleczność w obliczu różnych przeciwności - o tym czytałem na blogu, na żywo zaś rozmawialiśmy o życiu, podróżach, o wełnie i dzieliliśmy się naszym fatalistycznym spojrzeniem na świat. Coś na rzeczy chyba jest, urodziliśmy się tego samego dnia.
Kalina - zapalona czytelniczka, zawzięta kinomanka, podróżniczka i doskonała partnerka do dyskusji wszelakich. Zawsze mówiłem: Kalina, Ty wiesz! Kalina wiedziała. Wiedziała o bólu, o beznadziei, wiedziała, że czasem człowiek już zwyczajnie nie ma siły się szarpać. I nigdy od niej nie usłyszałem, że to, co czuję i jak jest nieważne, złe albo głupie, albo że "wymyślam". Bo Kalina wiedziała. I mam nadzieję, że wiedziała, że jest dla mnie ważna i wyjątkowa.
Już o tym pisałem, ale to właśnie Kalina nauczyła mnie, żeby nie walić łbem w ścianę (bo będzie tylko boleć ów łeb), ale odejść od tej ściany 2 kroki, rozejrzeć się, poszukać innych miejsc, a jak naprawdę nic się nie da zrobić, to usiąść sobie pod tą ścianą wygodnie i się zdrzemnąć, albo porobić coś, co się lubi. Nie mamy wpływu na tak wiele rzeczy. Jeszcze wciąż muszę się siłą powstrzymywać od walenia łbem, przypominam sobie wtedy Twoją filmową (a jakże!) opowieść i jedno zdanie: "Would it help?"
Trochę inaczej wykoncypowany, trochę lepiej wyszedł, przede wszystkim mniejszy wyszedł ;-)
(do kupienia!)
Tu na płotku, a potem poprosiłem Marynę, żeby mi machnęła foteczkę, bo szmoki zdecydowanie lepiej w towarzystwie modelek i modeli, niż płotków się prezentują. Włala - bardzo rzadka okoliczność, żeby zobaczyć mnie z udziergiem ;-)
model: ja, foto: Maryna ❤️
Kolor w sumie pomiędzy górnym i dolnym zdjęciem, to jeden z takich, które prawdziwie wyjdą tylko w pełnym słońcu, a akurat nie było, za to było spotkanie dziewiarskie i doszliśmy do wniosku, że vibe był taki przedpandemiczny, tylko Magdy mi brakowało (uściski dla naszej Siostry Szydełko!).
U mnie dużo stresu, różne przyczyny tegoż - szykuje się kolejna przeprowadzka, ale jak wszystko dobrze pójdzie, to będzie coś na dłużej i choć dojazd będzie dłuższy, to warto :-) Trzymajcie kciuki!
Druga rzecz - 31.05 mam "randkę" z neurochirurgiem. Niewykluczone, że w końcu się pozbędę tego, co mi rośnie w głowie, za to też trzymajcie kciuki!
Poza tym będzie się działo, bo już od jutra Warszawskie Targi Książki, zapraszam serdecznie!
Za tydzień zaś I Festiwal Ilustracji i Komiksu - czyli w dniach 4 i 5 czerwca zapraszam Was do Konesera, bo też się będzie działo!
Na drutach Korozja od Miss Knitski, będzie kolejny sweter w serek. A w ogóle to są plany na kolejne 2 swetry - zobaczymy co z tego wszystkiego się wykluje. Nie kupuję żadnej wełny dopóki nie wyrobię tego pudła, co pełne dóbr ;-) Jak mi zabraknie, to mam też inne projekty w myśli ;-)